
| JAKOŚĆ ŻYWNOŚCI ? PROBLEM GLOBALNY |
|
|
|
JAKOŚĆ ŻYWNOŚCI –
PROBLEM GLOBALNY
Z prof. Stanisławem Kowalczykiem – Głównym Inspektorem Jakości Handlowej Artykułów Spożywczych – rozmawia Adam Bronikowski Jakie problemy stoją przed Głównym Inspektoratem i dlaczego tak ważna jest kontrola jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych? Jakość handlowa dotyczy wielu bardzo ważnych kwestii. Naszym podstawowym celem jest zapewnienie, aby artykuły rolno-spożywcze wprowadzane na rynek spełniały wymagania określone w prawie. Dbamy o to, aby producenci nie fałszowali żywności i nie wprowadzali w błąd konsumenta poprzez podawanie nieprawdziwych informacji w oznakowaniu. Nadzór Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych odgrywa istotną rolę w polskim systemie kontroli żywności, ponieważ odbywa się u źródła. Kontrola producentów pozwala na eliminację nieprawidłowości już na etapie wytwarzania. Inspektorzy mają możliwość wskazania błędów wynikających z samej technologii produkcji. Przywiązujemy ogromną wagę do prawidłowego znakowania. Etap naszych kontroli pozwala na pełną weryfikację informacji podanych na etykiecie. Obecność na rynku produktów wielu konkurencyjnych marek powoduje, że producenci wykorzystują oznakowanie jako element mający na celu zwrócenie uwagi klienta. Wskazane informacje nie zawsze są zgodne z prawem. Najwięcej nieprawidłowości stwierdzamy właśnie w tym przypadku. Nasze ostatnie kontrole wskazują jednak na pewną stabilizację – jakość żywności nie obniża się. Ostatnie miesiące były jednak nadzwyczaj trudne dla sektora żywnościowego w skali globalnej. Myślę głównie o sytuacji w Niemczech, wstrząśniętych skalą epidemii spowodowanej przez bakterie E. coli. Załamał się praktycznie cały system obrotu owocami i warzywami i to u progu sezonu. Jak Pan to ocenia? Jak mogło dojść do utraty kontroli przynajmniej w pierwszym okresie trwania zagrożenia? Tak naprawdę ostatecznej odpowiedzi na te pytania ciągle nie mamy, bo nie znamy wszystkich faktów, które doprowadziły do epidemii. Dziś mogę jedynie powiedzieć, że była to epidemia wyjątkowa w Europie Zachodniej. Od wielu lat z tak dużym niepokojem nie obserwowaliśmy niezwykle dramatycznych sytuacji, z tak dużą liczbą przypadków śmiertelnych i to zanotowanych w krajach najlepiej zorganizowanych, najbardziej rozwiniętych. Oczywiście wcześniej mieliśmy również wiele niekorzystnych zdarzeń związanych chociażby z zatruciami chorobą wściekłych krów czy ptasią grypą, ale one jednak nie kończyły się tak tragicznie. Druga cecha charakterystyczna w tym ciągu zdarzeń, którą warto wyeksponować, to zdumiewająco nerwowa reakcja niemieckich służb odpowiedzialnych za kontrolę żywności. Pierwsze niepokojące sygnały, które do nas napłynęły w końcu maja, dotyczyły niewielkich partii warzyw. Po tej informacji nieoczekiwanie niemieckie służby natychmiast ogłosiły, że źródło zatrucia to hiszpańskie ogórki pochodzące z określonego regionu i konkretnych upraw. Po kolejnych badaniach Niemcy, jak wiadomo się z tego wycofali, wskazując na zgoła inne źródło zagrożenia. Ale brak zaufania do tych służb pozostał. Żyjemy w świecie globalnych mediów, każda informacja trafia natychmiast do wszystkich. Ja sam nie jestem w stanie wytłumaczyć faktu, że stało się to właśnie w Niemczech, gdzie służby sanitarno-epidemiologiczne, ośrodki badające jakość żywności reprezentują najwyższy poziom światowy. Co gorsza nie jest to jedyna wpadka tych służb. Żywnościowych skandali było w ostatnim czasie w tym kraju sporo, że wspomnę choćby aferę z dioksynami, która wybuchła na przełomie 2010/2011 roku. Co najbardziej zagraża bezpieczeństwu żywności w skali globalnej? Jest jedno podstawowe zagrożenie wynikające przede wszystkim z faktu, że w naszej rzeczywistości, jak nigdy dotychczas na tak dużą skalę, ogromne masy żywności są „przemieszczane” – eksportowane i reeksportowane – między poszczególnymi kontynentami, krajami czy regionami. Mamy bowiem na rynku bardzo dużo towarów żywnościowych, które docierają do nas z innych stref klimatycznych, choć nie muszą to być produkty typowe dla tamtych regionów. Nie mówię tu np. o cytrusach, kawie czy rybach z wód tropikalnych. Mówię o takich, które są typowe dla naszej strefy klimatycznej, a są wytwarzane daleko od Europy. Nawet w sezonie letnim czy jesiennym mamy jabłka z Nowej Zelandii, przetwory mleczne z Australii, czosnek z Afryki Północnej. Tak jest zresztą na całym świecie. Nastąpiło nieprawdopodobne wydłużenie łańcucha produkcyjno-handlowego, co oznacza zagrożenie transmisją np. nieznanych szczepów bakterii. Dam przykład z branży mięsnej: prosięta, które się rodzą w Danii czy Holandii transportuje się do Hiszpanii na tucz, stamtąd trafiają do Niemiec, gdzie są ubijane, a następnie półtusze sprzedawane do Polski i w Polsce wytwarzane są wędliny. Te później są eksportowane do Niemiec. Otóż tak wiele etapów i miejsc przetwarzania stwarza dodatkowe zagrożenia. Pół biedy, gdy dotyczy to tylko obszaru Unii, w której obowiązują surowe przepisy technologiczne i sanitarne. Nawet najostrzejsze przepisy i kontrole na zewnętrznych granicach Unii nie są w stanie postawić skutecznej zapory przeciw importowi żywności i bezwzględnie uniknąć zagrożenia. Zastanawiamy się nieustannie jak zapewnić traceability, ową transparentność towaru przychodzącego z zewnątrz, ale przyznaję, że chwilami jesteśmy w trudnej sytuacji. Zapewnienie tej przejrzystości staje się coraz trudniejsze, głównie dlatego, że handel żywnością jest coraz bardziej rozczłonkowany, do współzawodnictwa staje coraz więcej pośredników i jeden produkt często zmienia właścicieli co najmniej kilka razy zanim dotrze do konsumenta. To oznacza, że kontrola na całym tym globalnym, specyficznym łańcuchem żywnościowym jest niezmiernie trudna. I na każdym etapie może dojść do zagrożenia. W świetle tego, co Pan powiedział, ogromnie wzrasta rola instytucji kontrolnych, takich jak właśnie Główny Inspektorat. Czuje Pan tę presję? Owszem i dlatego musimy pamiętać, że w krajach zwłaszcza tych najwyżej rozwiniętych organy kontroli jakości żywnościowej są nieustannie reorganizowane i modernizowane, co świadczy wyraźnie, że ta ranga wzrasta. Podporządkowanie instytucji kontroli jakości ma miejsce w coraz wyższych strukturach władzy państwa. Organy kontrolne w wielu krajach nie tylko nie podlegają już ministrom resortowym, ani nawet szefom rządów, lecz parlamentom, bo to jest warunek niezależności od jakichkolwiek nacisków. To przecież te instytucje odpowiadają za życie i zdrowie obywateli. Nie może być kompromisu, gdy chodzi o bezpieczeństwo zdrowotne i ekonomiczne ludności. Konsument musi mieć pełną świadomość i poczucie bezpieczeństwa gdy podejmuje decyzję o zakupie jakiegoś produktu. A to jest możliwe tylko wtedy, gdy instytucje kontrolne działają sprawnie i są w stanie wszystkie niebezpieczne przypadki zidentyfikować i im przeciwdziałać. Równocześnie nie możemy zapobiec rosnącym tendencjom globalizacji handlu żywnością, co sprawia, że droga od pola do stołu niebezpiecznie się wydłuża. Jednym z elementów zdrowego i naturalnego przeciwdziałania jest rozwój produkcji żywności w skali lokalnej, regionalnej, wytworzonej i sprzedawanej na miejscu. Naprawdę nie trzeba sprowadzać ziemniaków, mleka i masła z Australii czy Ameryki Południowej. Chociaż z drugiej strony zawsze w ostatecznym rachunku decydują ceny. Jest Pan orędownikiem upowszechnienia i rozwoju produktów lokalnych i regionalnych, upraw ekologicznych…? Uważam, że jest to kierunek, który powinniśmy mocno rozwijać. Z drugiej strony absurdem byłoby przeciwdziałać wytwarzania żywności bardziej przetworzonej. Wiemy, że dania serwowane w fast foodach do najzdrowszych nie należą, ale nie znaczy to, że nie mogą być obecne na rynku. Lepszym wyjściem mogłoby stać się tworzenie alternatywnych rozwiązań w postaci produktów ekologicznych w szerszej skali, co powodowałoby obniżanie cen tych towarów ciągle jeszcze nie najtańszych. I oczywiście niezbędna jest edukacja społeczna, tak, aby konsument przekonał się do nowych propozycji. Jesteśmy w tej kwestii jeszcze na początku drogi. W takich krajach jak Włochy, Francja, Hiszpania produkty regionalne znajdują się w codziennej diecie znaczącej części tamtych społeczeństw. Stanowią wręcz dobro narodowe… Tak, mają taką rangę. Mozzarella, szynka parmeńska, sery francuskie, greckie czy hiszpańska szynka jamon. U nas ten rynek zaczyna już funkcjonować i – co warto podkreślić – w tej dziedzinie wśród nowych państw Unii znajdujemy się w ścisłej czołówce. Zarejestrowaliśmy w strukturach unijnych 28 produktów regionalnych. Czechy mają 29, Słowacja 13, Węgry 8, a Rumunia zaledwie jeden. Najwięcej produktów regionalnych zarejestrowały Włochy – 230, Francja – 183, Hiszpania – 149. Ale też nie zapominajmy, że dysponujemy w kraju blisko 900 kandydatami do tytułu produktu regionalnego w unijnym systemie ChNP, ChOG, GTS. Myślę tu o krajowej liście produktów tradycyjnych ministra rolnictwa. To już długa ławka rezerwowych, a my wybieramy kolejne produkty i rejestrujemy w Unii. Te systemy rejestracji są bardzo ważne, gdyż w miarę skutecznie chronią przed fałszowaniem i podszywaniem się różnych podejrzanych producentów pod wyroby z unijnymi oznaczeniami. Mimo to Włochy szacują, że straty producentów z powodu zalewu zafałszowanych produktów regionalnych wynoszą 10 mld euro rocznie! Rynek tych produktów należy w chwili obecnej do najbardziej ekspansywnie rozwijających się sektorów gospodarki żywnościowej. Trwa nasza prezydencja w Radzie UE. Jakie zadania wynikają w związku z tym dla polskich służb kontroli jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych? Jako Główny Inspektorat mamy jedno, lecz niezmiernie istotne i ważne zadanie. Inspekcja pełni funkcję Punktu Kontaktowego Komisji Kodeksu Żywnościowego FAO/WHO dla Polski (Codex Alimentarius Commission) i w związku z tym przewodzimy teraz Grupie Roboczej Rady Unii Europejskiej ds. Codex Alimentarius, wszystkich 27 państw Europy. Zadaniem Grupy F.23 jest wypracowanie wspólnego stanowiska w kluczowych dla kontroli żywności sprawach oraz prezentacja tego stanowiska na zewnątrz m.in. na posiedzeniach Komitetów Komisji Kodeksu Żywnościowego FAO/WHO. Jest to o tyle istotne, że KKŻ FAO/WHO, której sesja odbyła się w Genewie na początku naszej prezydencji, wysłuchała stanowiska całej Unii przedstawionego przez przedstawiciela polskiego Głównego Inspektoratu. Chciałbym przy tej okazji dodać, że UE jest jedyną organizacją zarejestrowaną w owym prestiżowym Kodeksie Żywnościowym, reszta członków to państwa narodowe. I dlatego ranga Polski, gdy występuje w imieniu tak dużej grupy wysoko rozwiniętych państw w tej sytuacji jest niezmiernie wysoka. Na forum Komisji Kodeksu Żywnościowego FAO/WHO prezentujemy stanowisko wszystkich państw Unii. Prestiż jest oczywiście wielce satysfakcjonujący, ale prace były i będą bardzo skomplikowane, materia ogromna, bo dotyczy niemal wszystkich branż gospodarki żywnościowej… Współpracujemy z licznymi jednostkami naukowymi, uczelniami, wyspecjalizowanymi organizacjami. My to wszystko koordynujemy, przewodzimy obradom na forum tak ważnej światowej organizacji, jaką jest Kodeks Żywnościowy FAO/WHO. To będzie absorbowało nasze siły i środki do końca Polskiej Prezydencji. Dziękuję za rozmowę. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|